Szukaj
  • DRZ

Banksy artysta który mówi co myśli. Ma gdzieś czy będzie za to “u Pani”

Komentowanie rzeczywistości bez używania słów a jedynie obrazów, symboli, to jeden ze znaków rozpoznawczych brytyjskiego artysty streetartowego o pseudonimie (niektórzy twierdzą prawdziwym nazwisku) Banksy. Pamiętam, wiele lat temu docierały do mnie rewelacje o polskim pochodzeniu artysty. Oczywiście z wrodzoną, narodową megalomanią wyczekiwałam potwierdzenia tych pogłosek. Powiem nawet, z ekscytacją równą wynajdywania polskiego nazwiska w napisach końcowych zagranicznych filmów. Mamy to!. Polak was here!. Niestety, (choć pewności nigdy nie ma) nie tym razem.

Chyba najbardziej intrygujące w artyście jest to czego nie wiemy. Dzięki temu portale plotkarskie są w stanie tak prężnie budować swoje pałace insynuacji. Banksy chyba należy do tej grupy ludzi, którzy na imprezie raczej dużo nie mówią. Wolą obserwować. Jednak kiedy już coś z siebie wyduszą, w doskonałej większości jest to coś interesującego. Czy Banksy to nadworny krytyk świata? Trochę tak.

Zmierzył się w swojej twórczości z wieloma bolączkami, w tym z głośną (owego czasu) sprawą więzienia w Guantanamo. Artysta przebrał lalkę w strój więźnia i umieścił ją w kalifornijskim Disneylandzie. Wszystko w ramach protestu przeciwko nieludzkiemu traktowaniu więźniów, którzy w większości przebywali tam jako podejrzani o działania terrorystyczne.


Druga ważna i szeroko pożądana cecha artysty to autentyczność. Mówienie prawdy, szczególnie tej niewygodnej, najczęściej wiąże się z odwagą. Ktoś może powiedzieć, że w tym wypadku Banksy ma trochę łatwiej. Nie ujawniając swojej tożsamości, zachowuje się jak ten anonimowy użytkownik który grzmi w kolejnym moralizatorskim wpisie pod zdjęciem dowolnego celebryty. “Wyjazd na Bali w czasie pandemii? Nie o taką Polskę walczylim”.

Może jest w tym trochę racji, ale za to kiedy Banksy próbuje się “wyzłośliwiać”, to uderza prawdą między oczy, wytaczając największe działa.

Tak stało się w okolicach sierpnia 2006 roku kiedy artysta wpadł na znakomity pomysł podmienienia 500 sztuk debiutanckiego albumu Paris Hilton w blisko 50 sklepach w Wielkiej Brytanii. Na każdego fana twórczości Paris czekała płyta ze sparodiowanymi remiksami utworów Dangera Mousa. Zanim ktokolwiek wrzucił ją do discmana lub innego odtwarzacza, mógł nacieszyć się wyjątkową okładką z której uroczo spoglądała naga Paris. W środku kilka fotomontaży, w tym jedna z napisem “90 % of success is just showing up” (ang. 90 procent sukcesu to po prostu pokazywanie się”). Determinacja i złość artysty wobec niesłusznego sukcesu celebrytki, działa na korzyść jego twórczości. Choć wydaje mi się, że nigdy nie było to jego zamiarem.

Gdybym miała wybrać moją ulubioną pracę Banksy’ego byłoby to graffiti z Birmingham. Niezwykle empatyczny i smutny obrazek galopującego konsumpcjonizmu. Może to uderzający kontrast sprawia, że zadaje sobie naiwne pytanie: Co zrobiliśmy źle jako ludzie? A może pora przyznać, że sama czasem miałabym ochotę podpiąć się do tych reniferów. (Gdyby miała pewność, że są w stanie rzeczywiście wyrwać się z tego muru). Nauczona latami doświadczeń w postaci nietrafionych prezentów, dziś (w zasadzie już o dawna) wiem, że Mikołaj i jego świta nie istnieją. Co oznacza, że nie będzie to historia z happy endem. Dlatego, skoro nie mogę wesoło fruwać nad miastem i o ile jeszcze mogę coś powiedzieć, to piszę piosenki.


Czytając ten lekko przydługawy wstęp dotyczący ułamka z historii brytyjskiego artysty możliwe, że zastanawiasz się co czeka za horyzontem. Wszystko dlatego, że wraz z The Party is Over wypuściliśmy numer, którego tytuł to właśnie Banksy. Prace nad tekstem szły dobrze, mogę nawet powiedzieć, naturalnie. Żywo reagując na aktualną rzeczywistość, miałam wrażenie, że nie musiałam mocno się wysilać, wystarczyło jedynie uważnie słuchać. Banksy inteligentnie korzysta ze swojej supermocy, peleryny niewidki, odważnie wypunktowując skrzywienia obecnego świata. A co najważniejsze, ma gdzieś czy będzie za to “u Pani”. Choć my jako zespół nie doczekaliśmy się własnej czapki niewidki, to mimo wszystko chcemy wykorzystać dobrze nasz przywilej, jakim jest język muzyki. Czasami przejdzie nam przez myśl czy teksty tzw. zaangażowane to odwaga czy głupota?. Czasami. Szybko się jednak reflektujemy.

Banksy wcale nie powstał jako pean na cześć brytyjskiego performera.Ten utwór to wypadkowa frustracji i naiwności. Banksy to każdy z nas, niewidzialny członek społeczności. Banksy to refleksja nad absurdem i miłością do tego co w naszych granicach. To taki trochę muzyczny odpowiednik Googlebox. Jak wiadomo ile ludzi tyle opinii. Naszą możesz poznać słuchając Banksy'ego, do czego gorąco zapraszamy już 16.02.






35 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie